Avant Garde. Strona: 46

Dodano: 2009-11-07 14:56

To ja już wolę rybę - stwierdził, wystawiając ozór i pośpiesznie układając porozrzucane przez siebie kawałki rybiej uczty i tworząc z nich prowizoryczną wieżę Eiffla.
Ryba po francusku podana



Dodano: 2009-11-10 16:59

Minęło parę dni. Dupska kamratów i nie tylko spaliły się na słońcu dokładnie, skóra poczęła złazić zeń płatami. Jednakże trud i wyrzeczenia (tzn. brak zimnych napoi) opłaciły się.
Kapitanie czy nie sądzisz, że czas nam ruszać w dalszą drogę? Wszak mamy skarby, jadło no i rum przede wszystkim :twisted: .

Coś mi mówi, że czeka nas jeszcze mnogo niespodziewajek :wink: A może się jakowyś statek nawinie ech...wracajmy na morze co? Przy tych ostatnich słowach zrobiła taką minkę, że największy twardziel nie oparłby się takowej prośbie/minie. :wink:



Dodano: 2009-11-10 19:19

8)
Jakże tu sie oprzeć takowej słodkiej minie? A gdyby dodawano do niej dobre ciastko gratis to już w ogóle nie miałbym oporów :twisted: - stwierdził, nieco droczliwie, popijając kolejny kufel rumu.
Mamy problem, złapali nam sternika za prowadzenie łajby po pijaku :twisted: Więc trzeba wyznaczyć nowego. Dobra, czarne łowce, łajzy zapchlone, ruszać swoje obdrapane zady i na pokład :!: - zrobił dostojną pozę pijanego kapitana i zaseplenił dziko, po czym - przy pomocy kapelusza - klepnął Rose, by również ją pogonić.
- Nie łociągać się, nie łociągać, żwawo :twisted: - ponaglił, po czym upił łyk rumu i...

...padł chwiejnie na piach :lol:



Dodano: 2009-11-11 12:11

No tak...kapitan pijany w trupa i jak tu coś zaplanować. Ale...są i tego dobre strony... 8)

Słyszeliście co kapitan powiedział, zatem ruszmy a i nie zapomnijcie kapitana z piachu wygrzebać i pod pokład z nim. Niech biedaczysko odpocznie. Ruszyła się w stronę koła sterowego.



Phi! łatwizna dam se rade w końcu co może być trudnego w kręceniu kołkiem :wink:

Może tym razem dla odmiany odwiedzimy zimne wody np. biegun północny :?:
Ciekawe co na to maine kapitan :twisted:



Dodano: 2009-11-11 19:24

<drzemał w najlepsze snem pij... znaczy, pirackim , marząc skrycie o... <tajemnica> >. I nie wiedząc czemu, poczuł chłód na swej cerze, ciary przepełzły mu od czubka łogona po głowę>

Brrr, co jjjesttt OO? - zapytał budząc się w swej kajucie i ze zdumieniem stwierdzając, że za oknem pada śnieg.



Gdzieśmy na czorta? - zapytał, po czym - nie zapomniawszy o swym kapeluszu - wybiegł na pokład, gdzie załoga - w najlepsze - jeździła na łyżwach.

Spojrzał ku sterowi, gdzie zobaczył Rose opatuloną w futro i gruby szal, łochoczo majtającą wielkim kołem.
- No to winowajcę już mamy. - pomyślał, po czym migiem ulepił śnieżną kulkę i cisnął w kamratkę.
- Koniec hulanki, ma droga :twisted: Pora na spowiedź u kapitana :twisted: Do kajuty marsz 8)



Dodano: 2009-11-12 19:35

Hm, hm chrząknęła i z mina niewiniątka, potulna i skruszona jak nigdy, a że ślisko było diabelnie przeto i niepewnym krokiem, ruszyła do miejsca swej kaźni znaczy kajuty kapitana. Obmyślając po drodze strategie obronną wpadła na genialny pomysł. Stanęła w drzwiach kapitańskiej kajuty i tymi słowy doń się odezwała.

Wszak kapitan sam powiedział, że się tak i tu pominę owe słowo bo nie uchodzi takich słów używać, iż potrzebuje jakoweś zmiany a najlepiej to poobkładałby sie lodem no to pomyślała, że trza nam na bieguna. No i jakoś tak samo z wiatrem się dopłynęło :D

Kapitan chyba połknął bajeczkę bo zmarszczki z jego czoła ustąpiły a na twarzy lekki uśmiech dało się zauważyć. Uf...pomyślała, ile się trzeba nałgać żeby własny tyłek ratowac :wink:



Dodano: 2009-11-12 19:42

Ależ droga kamratko. - uśmiechnął się podstępnie. - Czyżebyś sugerowała swemu kapitanowi, iż ma sklerozę i toku wydarzeń nie pamięta? :wink:



Dodano: 2009-11-12 19:52

A tego to ja nie wiedzieć co tam kapitan ma a czego nie ma :twisted: I pomyślała, do stu piorunów przejrzał mnie na wylot.

Jak już tu jesteśmy, to może się chociaż rozejrzymy... :roll: Patrzy przez okno i co widzi...



Dodano: 2009-11-12 19:57

No, no ładnie 8) - usmiechnął się, pomyśliwszy iż stara sztuczka ponownie zadziałała.
Pamiętaj moja droga, iż kapitan ma nie po jednej a dwie pary oczu i uszu na tym statku :twisted:
A teraz zamknij drzwi, bo jest ino jeszcze jedna sprawa, o której - póki co - majtkowie słyszeć nie muszą.
Na tymże biegunie, jak legenda żywa głosi pewien Śnięty Zbereźnik mieszka, co pilnuje swego skarbu. Wielkiego wora z prezentami, które co zimę w świat posyła 8)
Cóżesz myślisz, byśmy się ciut do tego worka przyzwyczaili? :twisted:

<spojrzał na Pocę, łakomo wyglądającego za łokno>

No tak, a temu tylko jedno we łbie



Dodano: 2009-11-12 20:19

W pierwszej chwili poczerwieniała ze złości. Chwile później postanowiła gagatkowi który na nią doniósł nogi z du...y po wyrwać. Jednakże propozycja kapitana dobrania się do worka Zbereźnika była nazbyt kusząca. :wink: by przejmować się drobiazgami.

Nie na darmo kapitan jest kapitanem zawsze to mówiłam :D



Dodano: 2009-11-13 09:31

Przydadzą nam się sanie - rzekł - i zaprzęg jaki :twisted:

Chyba, iż wolimy tak :twisted:

Tylko trzeba papucie ciepłe ubrać, co by nam stopy (a co najważniejsze - łogoOn) nie odmarzły :wink:
Niech no zajrzę do swego kufera <zaczął grzebać w starych gratach, a po chwili wyrzucił z nich>:



Przymierz, może dobre. Tylko uważaj, lubią narzekać. Bo to zaklęte Kapciochy Smętów. Wygrałem je kiedyś w kiejś tawernie, ogrywając starego drucha w kości :twisted:



Dodano: 2009-11-13 19:58

Jasne, że nie ma to jak grzbiet misia polarnego, ale czy on aby jest oswojony :roll: <bała się wielgaśnego potwora> wiec rzecze:
Może niech kapitan wsiada na niedźwiedzia a ja zaraz dołączę :lol: Marudzi pod nosem ...Nie wsiądę na to dzikie stworzenie boć przecie nie mam nawet portek jeno same długaśne kiecki mi się ostały.

Nagle patrzy a tu przyszła ofiara sama się w ręce pcha wiec dlaczego by nie skorzystać z okazyji :wink:



Tym sposobem udało im się dotrzeć do miejsca którego szukali.



Weszli do środka i stanęli jak wryci...



O ranyści toż to składzik wypełniony po brzegi RUMEM :!: :twisted: :twisted: :twisted:



Dodano: 2009-11-13 20:25 Zmieniono: 2009-11-15 11:11

A to Zbereźniok OO Patrzajcie, już wiemy co poczynia w te wszystkie pozagwiazdkowe dni :!: Toż to on tu tylko prze ekranem leży i rum żłopie :!: A do tego prywatny harem ma <zagląda za zasłonę, za którą - w przestronnej sali leżą dziewoje>.
No, no... A i jest i wór :twisted:



Bierzmy, bierzmy :twisted: Myślę, że zaprzęg też trza podwędzić, tylko uwaga na Czerwononosego, bo zaeaża podobno paskudnie intruzów.

BÓJ SIĘ ŚWIECIE. W TYM ROKU TO MY ROZDAJEMY RÓZ... znaczy PREZENTY :twisted: :twisted: :twisted:



Dodano: 2009-11-13 21:50

Kapitan to jakiś niewyżyty jest już mu własny harem nie wystarcza za obcy chce się brać 8O &ltomyślała w duchu> A z prezentami to się i dobrze składa wreszcie dostanę to com chciała... i na samą myśl uśmiechnęła się szyderczo :twisted:

Póki co bierzmy nogi za pas i chodu bo nasz gospodarz wielce zdaje się być wku..... zdenerwowany.:twisted:

Uciekając spojrzała przez ramie na Czerwonosego który z kolei w ich stronę wykrzykiwał dziwne słowa a brzmiały one jakoś tak... expeliarmus locomotor petrificus totalus. I stała się rzecz dziwna. Przenieśliśmy się w inne miejsce, jakby tego było mało to sami przeszliśmy nader dziwaczną metamorfozę 8O


orzesz kurza twarz co to ma byc 8O



Dodano: 2009-11-15 11:28

&ltogładził swoja grzywę> No, no, ładnie :twisted:

Rose? Zgredek? Kto z Was to Wy? 8O - zapytał zdziwiony, przyglądając się zwierzęcej menażerii.

Na diabli urok, tu trzeba się magią osłonić. - stwierdził, po czym od niechcenia prychnął zaklęcie, co mu do łba zawitało:



Oups... 8O



Dodano: 2009-11-16 18:36

No, no, no, rzesz od tego wiszenia w dół to już mi chyba wszystkie zmysły się pomieszały a krew resztki mózgu zalała. Do stu piorunów ja się tak nie bawię . Przecież my piracką bracią jesteśmy i łupić okręty winniśmy. Kapitanie bądź łaskaw się skupić i zrobić coś z tym burdlem.

Wisząc na kle kapitana jęła rozmyślać. W swoim życiu byłam a zresztą kim lubo czym byłam wszyscy wiedzą ale żeby zmienić mnie w...<chwila stagnacji> sama nawet nie wiem w co...to już przesada.

A, mam pytanko do kapitana, jak zamiaruje wleźć na statek, że nie wspomnę o dowodzeniu... :roll: :?:



Dodano: 2009-11-16 19:14

<myśli, myśli, próbuje skojarzyć zaklęcie, ale w myśli świta mu tylko...>



Holy Crap! - myśli, myśli, lecz rumowe myśli nie chcą się żesz ulotnić.

Zerka jednym łokiem za siebie, a tam Czerwononosy ze Zbereźnikiem ich gonią.

Mamże ja pomysł, kamraci :!: - rzecze, po czym migiem wpycha całą bandę w trzewia śnieżnego bałwana.



Cicho teraz siedzieć, to może nas nie zauważą. A ja w ten czas pomyślę zaklęcie.

<skupia się, skupia i...>



Już? Wróciliśmy? :roll: Ciemność widzę, ciemność...



Dodano: 2009-11-16 19:54

To się nazywa wpaść z deszczu pod rynnę.

Maca się tu i tam...nogi są, brzusio...jest, głowa tyż na swoim miejscu, jeno nic nie widzę.

Halo jest tam kto :!: Mam pytanie gdzie jesteśmy :?:



Dodano: 2009-11-16 20:02

<z toni mroku wynurza się tajemnicza twarz, usłana z gwiazd i mgławic, spoglądająca na Rose oczyma pełnymi niezmierzonej mądrości>

Jam jest, Rose. - posiada głosem przeszywającym na wskroś przenikliwym, kosmicznym chłodem.



Dodano: 2009-11-17 19:24

Ciary przeszły po jej plecach, zimo się jakoś zrobiło i dziwacznie, jednakowoż głos wydał się jej znajomy...Po chwili nastała jasność i...tego było już aż nadto



nieeeeeeee kapitanie! Do trzech razy sztuka. Chce na statek i myślę, że reszta kamratów podziela moje zdanie.



Dodano: 2009-11-17 19:33

<Rose spoglądnęła w jasność, której źródłem okazała się być nieduża nocna lampka, stojąca na skraju biurka. Z mroku okalającego światło lampki wyłoniły się twarze Śniętego i Czerwonosego.>
- Jakiż kapitanie? - zapytał starzec, głóśno tupiąc przy tym lagą.
- Kto zacz i cóż tu robicie? - rzucił Czerwononosy, narzucając na nos ciemne okulary a'la Matrix.
- Lepiej grzecznie odpowiadaj, bo jak nie, to mamy sposoby na opornych. - odparł Śnięty, okazując - ola Boga - zabójcze, łaskotające pióro :!:



Dodano: 2009-11-17 19:59

My też mamy sposoby coby się rozprawić z takimi jak Wy <rzekła nie mając zielonego pojęcia co to za sposoby, skoro jednak powiedziało sie a trza powiedzieć i be>.
Jak nas nie przywrócicie do pierwotnego stanu to, zacznę śpiewać tak, że Wam wszystkie renifery powyzdychają, beczki z rumem wyschną a dziewoje z haremu uciekną gdzie pieprz rośnie. Kamraci dobrze wiedzą o czym mówie :twisted:



Dodano: 2009-11-17 20:16

<na co Czerwononosy wraz ze Śniętym zaśmiali się szyderczo>
A śpiewaj, śpiewaj Waćpanna :twisted:
Mamy korki do uszu :twisted:



<tymczasem w celi kapitan budził się ze śmierdzącego snu, w kałuży reniferowego łajna>

Do stu kroćset :!: Gdzieżeśmy :?:

<w głębi celi dostrzegł znajomą ferajnę>

A gdzież jest nasza pokładowa dama? 8O

- Zbereźnik ją zabrał, herr kapitanie. - odparł jeden z majtków.
- Zabrał? Dokąd?

<wtem ich uszu z głebi korytarza dobiegł przeraźliwy kobiecy śpiew, że aż kraty w celi się powyginały>

Dobra, Kamraci! - wrzasnął kapitan, zatykając uszy. - Tam rozgrywa się jakiś horror, ale my nie możemy się bać, ino ratować Rose!



Dodano: 2009-11-18 19:03

Wreszcie...od tego śpiewu tom już całkiem ogłuchła a suchość taką w gardle czuje, że jak zaraz się rumu nie napije tom gotowa jest zejść w tej sekundzie z tegoż nader interesującego świata .

Z nieukrywana radością rzuciła się w objęcia kamratów, kapitan to nawet buziaka zarobił. Po czym zajrzała głęboko w oczy pojmanym oprawcom i tak rzecze do kapitana.

- Tak sobie myśle, że na łajbę trza ich zapakować przedtem jednak wszelką moc odebrać coby ambarasu nie narobili i na targ z nimi. Kara musi być. :twisted:



Dodano: 2009-11-18 19:13

<kapitan zatkał usta Zbereźnika marchewką, a pysk Czerwononosego związał, co by renifer zaklęć rzucać nie mógł>

Na statek z nimi. - rzekł, po czym wskoczył na sanie i zatknął nań piracką flagę. Następnie lejcami pogonił renifery i cały zaprzęg, niczym błyskawica, pomknął przez śnieżne pustkowia naprzeciw armii Śniętego:



Let's Rock Fellow's - rzucił kapitan, przy pomocy miniguna gromiąc złowrogie legiony, czyhające na życie załogi.

Gdy przemknęli przez lodową pustynię, a śnieżna zamieć sypnęła im w oczy, poczuli nagle gwałtowny wybój, a cały zaprzęg wykoleił się i runął wprost w zaspę.

W mordę. - syknął kapitan, po czym wykopał się spode śniegu i oniemiał.



Po chwili uczuł potężne depnięcie. Spojrzał ku towarzyszom, którzy wygrzebywali się spode sań. Na ich twarzach dostrzegł widmo bladego strachu.

Wtem z niebios zleciał ku nim monstrualny cień, widmo z przedwiecznych czasów.



Co robimy, herr kapitanie? - zapytał zdygotany majtek.
Przyda nam się chyba... nasza Śpiewaczka :twisted:



Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło